Koledzy ?

Obrazek

W internecie można znaleźć różne dziwne rzeczy. Pan znalazł „dowodne psy”. Ja tam się do takich „kolegów” nie przyznaję !

Psy dowodne :-))

The Geevor Hounds by David Kemp

Łuczniczka

Dość często biegam z Panem koło Opery Nova. I choć zauważyłam nową rzecz już dawno, to nie zainteresowała mnie swoim zapachem. Wygląda jakoś dziwnie, taka poskręcana i zmienia kolor w słońcu, więc wolałam trzymać się z daleka. Pana chyba też nie zainteresowała szczególnie, bo jakoś nie skręcał w jej kierunku.

lucz-n_1

Dopiero w majowy weekend obejrzeliśmy sobie dokładnie to co Pan nazwał karykaturą łuczniczki.

lucz-n_ 0

Stojąc na placu przed Operą strzela w kierunku Opery Nova (sic !). Zwykle strzela się do nieprzyjaciół. Czyżby łuczniczka nie lubiła muzyki poważnej ? 😉

lucz-n_3Trzeba było jakoś odróżnić się od oryginału, ale dlaczego kosztem klasycznych proporcji ciała ? Dziwne też jest  to wygięcie ciała i spadająca z kuli (ziemskiej ?) postać. Czy to symbol polsko-polskiej zaciętości – ustrzelić przeciwnika za wszelką cenę ? A może to alegoria chwiejności naszych pokręconych i niepewnych czasów ? Niech każdy wymyśli sobie własną symbolikę. Tylko czy jest to dobra realizacja intencji wypisanych na tabliczce pamiątkowej ? Ja wątpię. Ktoś jednak miał inne zdanie. I tak uczcił 100 rocznicę.

050520132033

Pewnie z czasem jak wieża Eiffla w Paryżu – też na początku krytykowana – wrośnie w krajobraz miasta i stanie się jego nieodłącznym elementem. Na pewno zaś – tak jak dla nas z Panem dzisiaj – nowa Łuczniczka jest pretekstem spaceru do Parku im. Jana Kochanowskiego i obejrzenia oryginału.

lucz_oryg

Rzeczywiście nie ma porównania. Klasyczna postać o pięknej rzeźbie ciała i proporcjach zostaje w pamięci od razu. Patyna czasu dodaje jej szlachetności. Nic dziwnego, że stała się symbolem miasta Bydgoszczy.

Potwór

Na spacerach Pan pozwala mi węszyć. Zna psy i wie, że skupienie na węszeniu zużywa sporo energii. Z takiego krótkiego spaceru wracam szczęśliwa i zmęczona jakbym przeszła parę kilometrów. Węszyłam więc jak zwykle gdy …

Mijaliśmy z Panem jakieś nogi, kiedy poczułam nowy zapach gdzieś z góry. Podnoszę łeb i widzę: na 2 nogach i tułowiu wędrują 2 głowy – potwór ! A z 2 głów 4 oczy zaczęły się we mnie wpatrywać. Zamarłam na chwilę aby uspokoić sytuację, ale oczy nadal wpatrywały się, a jedne robiły się coraz większe. Potwór przestraszył się mnie czy chce atakować ? Dwie głowy, dwie szczęki, to dawało potworowi przewagę. Miałam luźną smycz, więc wolałam nie sprawdzać jego intencji na sobie i ostrzegawczo szczeknęłam odskakując na bezpieczną odległość. Pan starał się uspokoić mnie. Czułam, że nie bał się potwora. Pewnie widział go już wcześniej. Ale dla mnie to był pierwszy raz i nie mogłam pohamować emocji.

Dopiero później przy innej okazji okazało się, że takie potwory powstają gdy duży człowiek bierze małego człowieka do góry i obejmuje go mocno. Dzisiaj już nie boję się tych „potworów”, a nawet cieszę się, że mali ludzie są zabierani z mojego poziomu. O ile zachowanie dużego człowieka zwykle jest przewidywalne, to zachowanie małego człowieka zawsze jest zagadką i zaskoczeniem, szczególnie gdy spotykamy się pierwszy raz. To temat rzeka, a dzisiaj znów dużo pływałam i jestem zmęczona. Wrócę więc do niego później.